W poszukiwaniu jasnych miejsc

Ten wpis powstawał długo. Miał być o witing retreat . A potem zamknęłam oczy i to, co zobaczyłam zmieniło wszystko o czym wcześniej postanowiłam napisać.

Siedzimy pierwszy raz od wielu lat tylko same. Mamy iskierki w oczach. Podobne do blasku migającego na tafli jeziora, które mamy u stóp. Wrześniowe włoskie słońce rozebrało nas do letnich sukienek. Na plaży jesteśmy same. Stukamy się kieliszkami z prosecco, które przed chwilą kupiłyśmy w lokalnej winiarni. Włosy mojej przyjaciółki jak promienie słońca. Powietrze jest nasączone wolnością. Patrzę przez kieliszek na krajobraz przede mną, a w nim zamknięty obraz błękitu. Najpiękniejszy jaki kiedykolwiek widziałam.

 

Wrzesień 2019, Toscolano Maderno

Wszystko zdarzyło się w dniu, w którym rozpoczął się writing retreat nad jeziorem Garda. Co się stanie jeżeli wylogujesz się z codzienności, aby zamieszkać w Toscolano Madreno na tydzień? Co się stanie jeżeli po porannej kawie i śniadaniu weźmiesz udział w warsztatach z kreatywnego pisania? Co się wydarzy jeżeli rzucisz wszystko i pobiegniesz na plażę, aby wskoczyć do wody?

Co się stanie jeżeli *czas – chronos zniknie?

Powstaną jasne miejsca.

Pachnące skórką z pomarańczy. Zakręci ci się w głowie od szczęścia. Nie, nie nazwiesz tego szczęściem, aby nie zapeszać. I z obawy, że jak wypowiesz to słowo to wszystko pryśnie jak bańka mydlana. Z drżeniem serca to przyjmujesz. Wiesz, że to na chwilę, a nie na zawsze. Paradoksalnie to cię uspokaja.

Czym jest writing retreat? Gdybym miała odpowiedzieć najkrócej to dla mnie jest miejscem –  jasnym miejscem.

 

Kwiecień 2020, Bydgoszcz

Kilka dni temu siedzę przy porannej kawie. Zastanawiam się, czy potrafię napisać o tych jasnych miejscach wpis na blog. O tym skąd się biorą. O tym, dlaczego ich sobie skąpimy. O tym, co to ma wspólnego z writing retreat. Myśli lekko kolebią się we mnie jak łódka na jeziorze. Nie wiem czy potrafię czy nie. Emocje utknęły w połowie drogi do słów.

Ostatnio jak czuję, że utknęłam  nie pytam o przyczynę jak kiedyś. Za to mówię do siebie:

– Wypisz jasne miejsca.

Jak żołnierz podążający za rozkazem chwytam za długopis i rejestruję moje jasne miejsca. Od razu. W 10 punktach*.

To lista wspomnień. Odtwarzam je wiele razy. Klatka po klatce. Moja przyjaciółka zostawia sukienkę i idzie popływać. Kobieta pod słońce w lenonkach srebrno-niebieskich . Księżyc z plamami w kolorze razamattazz przyklejony do atramentowego nieba. Cierpki smak lodów cytrynowych od których mam zimne wargi.

To miejsca, które chcę przeżyć jeszcze raz. Zanurzyć się w nie głębiej niż za pierwszym razem. Wiedząc nawet o tym, że już będzie inaczej. Że to się zdarza tylko raz. Bo przecież przyznaję rację Kratylosowi*, choć z grymasem na twarzy. Wiem tak jak on, że się nie da. Nie tylko nie da wejść się do tej samej rzeki dwa razy, ale nawet nie da się wejść do niej raz. Życie jest zbyt wartkie, płynne, zmienne. Nic nie da się zatrzymać, mówią.

A jednak będę wracać do moich jasnych miejsc czasami nie mając innego wyboru, a niekiedy właśnie dlatego, że ten wybór mam. Kratylos miał rację, ale ona mnie nie powstrzyma przed powrotem. To jak miłość wbrew logice. Wiesz, że to się  nie uda, a jednak idziesz tam. Wiesz, że to pusta obietnica, a słuchasz tak, aby nie uronić nie tylko słów, ale i najcichszego westchnienia. Wiesz, że tam czeka już ktoś inny, ale to silniejsze od ciebie. Wracasz.

 

Kilka minut po dziesiątej

Tego ranka powstała lista dziesięciu moich jasnych miejsc, które nie mają współrzędnych geograficznych ani opcji rezerwacji z wyprzedzeniem. Są ponieważ się zatrzymałam. Potrzebowały czasu, choć teraz mówię o nich chwile. Czasu, aby zobaczyć i zapamiętać wysycenie księżyca nienazwanymi odcieniami różu. Potem bez wstydu opowiadają mi o tym, co czułam. Co czułam patrząc na białe ptaki znikające w chmurach wiedząc, że stoisz tuż za mną. Są moją historią zapisaną wspomnieniami.  Co o nich jeszcze wiem?  Jasne miejsca mają smak, fakturę i są pełne dźwięków.

 

To jest ten moment

I jasne miejsca są też wtedy kiedy piszę. To jest ten moment, kiedy czasownik pisać jest opowieścią o tym, kim jestem. Wtedy staję się tym jasnym miejscem sama. Nie chodzi tu o światło, ale o pulsowanie, o to jak płynę razem z oddechem, o to jak kurczy się serce po to, aby potem otworzyć ramiona. O tym pewnego dnia było na warsztatach z kreatywnego pisania. Kilka minut po dziesiątej  pisałyśmy podziękowania dla serca. Oto jedno z nich napisane przez Joannę J. :

Dziękuję sercu –
Za wreszcie wyrównaną, miarową akcję
Za spowolniony rytm bez gonitwy jak wcześniej
Za okazjonalną ekstrasystolię pomimo jej wad i zagrożeń
Za niespodziewane porywy i nagłe dotlenianie mózgu
Za to, że codziennie jeszcze jestem.

Gdyby ktoś mnie zapytał, gdzie przechowuję jasne miejsca to nie wiem, co bym odpowiedziała. W komentarzu do mojej listy jasnych miejsc napisałam, że odbieram je sercem. To skurcz od którego się nie umiera. A jeżeli miałabym od niego umrzeć to tylko w takim jasnym miejscu.

Ten wpis dedykuję mojej przyjaciółce Agnieszce Sut, która zaprowadziła mnie do jasnego miejsca po to, abym mogła zorganizować wrting reterat. Writing retreat jest opowieścią, która może stać się też twoją. O ile szukasz jasnych miejsc.

Wszystko o writing retreat w tym ebooku:

writing retreat

 

Writing retreat

 

 

 

 

 

Fot. Ezo Oneir.

Dopowiedzenia do gwiazdek *

Więcej o czasie- choronos i kairos we wpisie o slow life: https://justynaniebieszczanska.com/slow-life-i-droga-do-siebie/

10 punktów to Idea Machine, czyli praktykowanie kreatywności wg pomysłu James Altucher

Karatylos, filozof grecki , który w tym jednym punkcie nie zgadzał się z Heraklitem.

O podziękowaniach dla serce więcej we wpisie: https://creativityfirst.pl/serce/

Wszelkie prawa zastrzeżone dla justynaniebieszczanska.com © 2017 - 2020