Podróżowanie – droga do szczęścia czy ślepa uliczka?

Stoję na balkonie pensjonatu  w Syrakuzach. Twarzą do morza. Poprawiam sukienkę którą podwiewa wiatr. Mrużę oczy od blasku. Nagle ciemność. Zgasły lampy na sali operacyjnej.

Dlaczego taki obraz wybrałam jako ten ostatni?

Każdy ma swoje Syrakuzy – podróż, która jest pomiędzy marzeniem a realnym celem. Podróż – przyjemność, odczucie wolności, doświadczenie poza codziennością. Podróż – synonim szczęścia. Też tak odbierasz?

Kiedy spędzaliśmy ostatni weekend w tym roku w domu w borach pokazałam mężowi balkon wychodzący na wyspę Ortiga. I tak od słowa do słowa zaczęliśmy rozmawiać o marcowej wyprawie do Syrakuz. Przypuszczam, że mój mąż, zdeklarowany domator, z premedytacją dał mi się zanurzyć w tym entuzjazmie planowania wyprawy. Chciał, abym zajęła się myśleniem o wyjeździe zamiast dokarmianiem strachu przed operacją.

Morze. Błękit. Podróż. Rodos.

Świadomie wybrałam taką ostatnią myśl – przed tym zanim pochłonie mnie pustka spowodowana narkozą. Zrobiłam to z troski o siebie (psychiczne nastawienie, myśli, emocje są bardzo ważne), ale też było to moim pragnieniem. Masz też może i w swojej wyobraźni taką scenę: stoisz na balkonie w słońcu, on podaje ci filiżankę kawy i całuje…

 Podróż i jej przeszacowania wartość

Jednak potem zastanowiło mnie dlaczego akurat podróż, zmiana miejsca, wyjazd z domu były moim wyborem. Dlaczego zanim zgasły lampy na sali operacyjnej nie myślałam o pieczeniu pierników czy o tym jak idę z Tosią nad rzekę.

Jak to się stało, że sama podróż była dla mnie takim życiowym afrodyzjakiem? Czy nie przeceniam roli podróżowania w życiu? Czy rzeczywiście podróż ma tak olbrzymią życiodajną wartość, czy to tylko moje wypielęgnowane przekonanie?

Jest magiczny. Paryż. Miłość.

Podróżowanie a dusza nomady

Jest we mnie cząstka nomady, która od czasu do czasu wyje mi do ucha z tęsknoty za poznaniem nowego miejsca. Jednak z biegiem lat obserwuję, że jest coraz cichsza, cierpliwsza, spokojniejsza.

Pierwsza zmiana przyszła kilka lat temu. Kiedy wymarzony apartament z widokiem na Adriatyk zamieniłam na prawdziwy dom w Borach Tucholskich. Wtedy okazało się, że nie chodziło o błękit, szum fal, więcej słonecznych chwil, ale o miejsce, które stanie się azylem od codzienności, oazą relaksu, doświadczeniem kontaktu ze sobą i z naturą.

Zaczęłam się zastanawiać, na ile absorbuję lansowane przez współczesny świat pragnienia. Na ile pragnienie podróżowania jest moje, a na ile zostało mi sprzedane? Podróżuję służbowo i prywatnie, i bywały lata, kiedy kalendarz mierzył czas od wyjazdu do wyjazdu. Dlatego wróciło do mnie pytanie:

Czy potrzeba podróży jest nabyta, czy wynika z tego kim jesteś?

Podróżowanie – przereklamowane i passe

W kwietniu przeczytałam wywiad z Olgą Tokarczuk, która na pytanie o uszanowanie świata odpowiedziała, że co do podróżowania należy się z niego „wycofać”:

Tak, dwanaście lat po Biegunach mam trochę inne podejście – świadomie ograniczyłam podróże. Myśl o tym, żeby pojechać do Tajlandii albo do Indii, nie pociąga mnie tak jak kiedyś: bezosobowość lotnisk, sformatowanie doświadczenia, turyzm, wrażenie dotykania świata przez bibułkę, a przede wszystkim poczucie niesprawiedliwości – że ja mogę podróżować, powiedzmy do Afryki, ale Afrykańczyk nie może ot, tak sobie, przyjechać do mojego kraju. Że mogłam pojechać z synem do Malezji i byliśmy tam całkiem bezpieczni, ale nie wiem, czy zagrałoby to dzisiaj symetrycznie dla Malezyjki w Polsce.

Podróżowanie kłóci się z filozofią samoograniczenia. Ogólne rozpasanie człowieka i społeczeństw oddala nas od siebie samych i życia godziwego. Henryk Skolimowski, filozof, który ostatnio mnie zainteresował, tak definiował godziwe życie:

Życie godziwe – to nie tylko umiejętność samoograniczenia, ale i umiejętność dawania innym ludziom i istotom żywym warunków, by one również żyły godnie.

Walia. Tęsknota. Szarość. Niecodzienna. Fot. J.Kutyba

Czy zatem podróżowanie sprawia, że ubywa w naszym życiu godności?

Czy to fair, że ja podróżuję, a ktoś nie ma co do ust włożyć?

Czy to oznacza, że jesteśmy jak te marionetki pociągane za sznurki współczesnej propagandy, które zaliczają kolejne podróże dokumentując swoje wyprawy selfie opublikowany  na Instagramie?

Podróże stały się miernikiem sukcesu. Nieraz spotkałam się z opinią, że mi to dobrze, bo ciągle jestem w innym miejscu. Zawsze podkreślam, że podróże służbowe mają zupełnie inny charakter i są ciężką pracą, ale na ludzi działa sama magia miejsca. Podróże wybieram dla przyjemności i z ciekawości, a najbardziej fascynuje mnie w nich uczucie wolności. Wybieram miejsce i to jak będę spędzać czas. Jednak ilość podróży i stopień ich egzotyczności nie jest dla mnie dowodem na to, że ktoś prowadzi satysfakcjonujące życie. Jest dla mnie bardzo często historią o tym, jak ktoś opowiada swój sukces w przestrzeni publicznej. To się nazywa budowaniem „marki” w sferze publicznej i bywa, że nie ma nic wspólnego z prawdą o tym, kim jest dany człowiek.

Podróż wokół sypialni jest równie wartościowa jak ta do Grecji

Xavier de Maistre w XVIII wieku wybrał się w podróż dookoła swojej sypialni. Podzielił się potem relacją z tej podróży. Niewiarygodne?!

Kilka lat później podjął się tej samej wyprawy – tylko nocą – i dotarł aż do parapetu sypialni.

Pokazał, że podróż może mieć inny wymiar niż powszechnie przyjęty i napisał:

Najbardziej nawet opieszałym zabraknie odtąd powodu, aby wzdragać się przed udaniem się na poszukiwanie przyjemności, których znalezienie nie będzie ich kosztowało ani pieniędzy, ani wysiłku.

Xavier mówi nam o tym, że:

Podróż zależy od stanu umysłu

W swojej drugiej książce o podróżach pokojowych de Maistre zachwyca się widokiem z okna. Pisze o nocnym niebie i nawiązuje do ważnej myśli – to ,co powszechne przestajemy doceniać, bo jest codzienne.

Coraz mniej w nas zgody na zwykłe życie, a coraz więcej chciwości, aby być niezwykłym i prowadzić niesamowite życie.

Nastroiliśmy nasz umysł do odbioru podróży jako czegoś poza codziennością, poza miejscem zamieszkania, poza własnym krajem, poza… A podróż czeka tu – w miejscowości w której mieszkamy, pracujemy.

Tu. Tosia. W Borach Tucholskich.

Xavier z mojego podwórka

Dominika Kiss-Orska pisze przewodnik o mieście, w którym mieszka i jego okolicach, które odwiedza lub które sprawiają, że jadąc rowerem – zatrzymuje się. Na spotkaniu grupy piszących miałam zaszczyt posłuchać fragmentu z jej przewodnika o jeziorze Piaseczno. Tekst napisany potocznym językiem o wyprawie „rzuć kamieniem od mojego miejsca zamieszkania” wpisuje się w postulat Xaviera. Podróż jest dostępna dla każdego.

Chcą, abyśmy podróżowali w jak najdalsze zakątki – jak najdalej od siebie.

Czy zatem podróżowanie to taka bańka mydlana, nadmuchana specjalnie dla nas, aby manipulować pragnieniami? Czy to tylko taki kaprys rozpuszczonego człowieka? Czy jednak podróżowanie do nowych miejsc, poznawanie innych kultur, ma wpływ na rozwój?

Zgadzam się z tym, że podróż w głąb siebie jest najistotniejszą i jej brak wpływa na to, że świat nie staje się coraz lepszym. I czuję, że wiele jest w tym prawdy, jak pisał Skolimowski, że brak w ludziach „równowagi duchowej”, a bez niej nie tylko nie uratujemy siebie, ale i nie uratujemy świata. W tym kontekście owa najmniejsza z podróży staje się najważniejszą. To ona jest niezbędna do tego, aby kształtować swoją etykę.

 

Zachwytowi nie po drodze z etyką

Może też dlatego stawiamy sobie jako cele te dalsze podróże, bo przypominają nieco uczestnictwo w jarmarkach bożonarodzeniowych. Zachwycają światłami, zapachami, nowościami i całą atmosferą festy. Czujemy się wybrani, szczęśliwi, z życiem za pan brat. Nurzamy się w przyjemności pozbawionej refleksji. Jedyne co słychać, to słowa oczarowania: Jak tu pięknie!

Bo te podróże w głąb siebie i w obrębie swojej codziennej strefy życiowej niosą nie tylko przyjemność, ale, mam takie przeczucie, że są o wiele trudniejszym wyzwaniem niż sądzimy.

Może nie wymagają środków finansowych, odwagi, zmian, zmierzenia się z nowym i nieznanym, ale konfrontują nas z samym sobą. To z tych wypraw wracamy z nową wiedzą, która wykuwa etykę każdego z nas. Może właśnie to jest cel ukryty i najważniejszy tych podroży w głąb siebie lub kilka kilometrów od domu. Bo czym jest etyka? Najkrócej za prof. dr hab. Marią Bogucką:

Etyka to filozofia samoograniczenia i samokontroli.

 

Czas zrezygnować z Tajlandii, Syrakuz i …?

Czy to oznacza, że jak pakujesz walizkę i jedziesz popatrzeć z balkonu na Ortigę to jesteś ofiarą konsumpcjonizmu i wyznajesz „etykę obłudy”?

Zastanawiam się, co takiego ważnego wnosi wyprawa do innego, odległego miejsca, że dedykuję jej swoją ostatnią myśl przed operacją.

To przyjemność, odpowiadam sobie.

Taka wyprawa to czysta przyjemność. Jest odpowiedzią dla mojego ciała, które pragnie słońca i dotyku morza. Spełnia zapotrzebowanie mojego umysłu na poznawanie nowych miejsc, smaków, języka, ludzi. Daje mi niecodzienną okazję spojrzenia z dystansu na wiele spraw, daje przestrzeń na refleksję. Niecodzienność staje się doświadczeniem codziennego bycia ze sobą.

Moje poznawanie miejsca nigdy nie jest powierzchowne. Nie jestem turystką, która ogląda świat jak witrynę sklepową. Zawsze dotykam ludzi i miejsca w którym jestem. Czasami mam na to więcej czasu (jak miesiąc w Australii), a czasami mniej. Jak tydzień  na writing retreat w Toscolano Maderno, w którym najważniejszym miejscem była dla mnie lokalna winiarnia. Nie ze względu na wino (choć również), ale z powodu bycia wśród ludzi.

W drodze do Surfers Point w Prevelly na zachodnim wybrzeżu Australii.

 

Podróż i jej wymiar(y)

Nic w życiu człowieka nie jest jednowymiarowe. Czuję się wolna pływając w jeziorze Garda. Czuję radość z każdej podróży do domu w borach i obdarzam ją wdzięcznością grzejąc się przy kominku. Jeszcze inny ma smak wolność, kiedy zapalam lampę na biurku i siadam, aby pisać.

Jedna z podróży wymaga więcej kroków, a inna więcej wewnętrznego trudu. Każda jest potrzebna i każdej należy się czas, wybór, uwaga.

Podróżuj w różnych kierunkach

Rozumiem co przyświeca filozofii samoograniczenia, ale najgłębszy sens widzę w doświadczaniu różnorodności. Podróż na antypody czy po swojej sypialni, a może w głąb siebie albo za róg najbliższej kamienicy – tak! Każdej z nich mówię „tak”.

Pojmowanie podróży jako zjawiska jednokierunkowego ze względu na współczesne trendy czy motywacje filozoficzne sprawia, że buntuję się. Za każdym razem jak ktoś chce, abym widziała jedną drogę, wiem, że tych dróg jest więcej i zastanawiam się, dlaczego tak mu zależy, abym klasyfikowała podróż albo jako czystą przyjemność albo jako niegodne zachowanie. Nic nie jest jednoznaczne. A jeżeli takim wydaje się to oznacza, że za zakrętem kryje się fałsz, manipulacja, ograniczenia.

Współczesny świat, od myślicieli po marketing, chce, aby nasze myślenie było jednokierunkowe. I jak rwąca bezmyślna rzeka parło do jednego. Czymkolwiek to „jedno” będzie, ofertą bura podroży czy postulatem filozofa, z natury powinno budzić nasz bunt. „Jedno” nie istnieje w tym świecie. Nie ma jednej słusznej odpowiedzi na najważniejsze pytania w życiu i nie ma jednego słusznego sposobu podróżowania.

 

Wszelkie prawa zastrzeżone dla justynaniebieszczanska.com © 2017 - 2020