Nosema. O utracie świadomości, urojonych potrzebach i slow life.

Jest taka choroba, która towarzyszy ci każdego dnia, więc przestajesz zwracać uwagę na jej objawy. Nazywa się nosema i jest o utracie świadomości, a nawet siebie samego.

Obserwuję i współuczestniczę codziennie w sytuacjach, również w biznesie, kiedy zdanie jednostki się nie liczy. Dlaczego? Bo ta jednostka w ogóle nie wie, jakie ma zdanie i nie ma potrzeby  mieć. Bo łatwiej zaplanować życie marzeń, kiedy inni mówią jak ma wyglądać. Bo łatwiej jest podejmować decyzje na podstawie tego, co „powszechnie wiadomo”. Naturalną rzeczą jest, że chcemy mieć w życiu łatwiej, ale czy chcesz żyć na autopilocie? Czy zatkasz uszy, kiedy będę mówić o tym, jak inni kształtują twoją świadomość?

Jakie masz potrzeby urojone?

Nosema objawia się urojeniami. Epikur nazywał je potrzebami urojonymi. Ciekawe jest to, że znana od dawna i siejąca spustoszenie nosema, w ogóle nie jest leczona, choć dotyczy całych społeczeństw, a w konsekwencji cywilizacji.

Skąd się biorą urojone potrzeby?  Nosema jest o tym, że zagrożenie przychodzi z zewnątrz, a my wyłączamy nie tylko swój system obronny, ale i operacyjny. To jak historia o kapitulacji dla wygody.

Potrzeby urojone, o których nauczał filozof w III w.p.n.e.!, są motorem napędowym współczesnego świata. Wystarczy przyjrzeć się jakiejkolwiek komunikacji, która nie jest wymianą myśli, a narzędziem do osiągania różnych celi.

Marketing systematycznie powtarza, że „musimy to zrobić” albo „to mieć”, że tylko zaspokojenie tej potrzeby da nam szczęście. I tak np., żeby budować markę osobistą musimy różne rzeczy robić w social mediach, albo żeby mieć sukces w biznesie, musimy mieć wysokie dochody i imponujący tytuł na wizytówce. Komunikacja stała się kompendium wiedzy o wszystkim dla wszystkich.

Idziemy jak po sznurku za marketingowymi komunikatami.

Slow life, czyli dobrze się sprzedaje historia powierzchowna

 To co charakteryzuje nosemę to powierzchowność i brak wglądu – głębokiej refleksji. Widzę to na przykładzie slow life.

 

 

 

 

 

 

 

 

W kolorowych pismach lukrowane obrazy slow life i życie jak w zwolnionym tempie. Bo slow life jest o tym, żeby zwolnić, piszą. Ta powszechna świadomość daje pole do działania marketingowi i tak podsycane są potrzeby życia z widokiem na las, produktów naturalnych, etc. A slow life wcale nie jest o zwolnieniu! Jest o odnalezieniu swojego tempa o czym pisałam w artykule Slow life i droga do siebie.

Dlaczego zatem nikt nie mówi, że tu nie chodzi o zwolnienie i o pomieszkanie w drewnianym domku nad jeziorem? Bo łatwiej opowiadać o slow life projektując sielskie obrazy i opisując konkretne rzeczy (do kupienia), niż tłumaczyć, że to doświadczenie – proces,  w którym wracamy do kontaktu z własną świadomością. To czego dowiadujemy się o sobie, nie ma nic ze słodkości lukru, a wręcz przeciwnie – ma gorzki smak piołunu.  Oderwanie się mentalne od świadomości zbiorowej  nie jest w cenie. Bo gdyby nie mieli tych urojonych potrzeb, to ile produktów, usług byłoby zbędnych?

O czym jest dowód społeczny?

Świadomość zbiorowa stała się powszechną – naszą. Współczesny świat z niemal 24 h dostępem do twojej świadomości nie pozostawia przestrzeni na refleksje. Co gorsza powtarza, wyciągając dowody w postaci „ludzi sukcesu” i „sprawdzonych recept” , że musimy działać i koniecznie musimy mieć to lub tamto, aby zaznać dobrego życia. Chcemy w to wierzyć. Czasami z trudem odklejamy się od powszechnych mądrości tego świata . Przypomina to oddzielanie ziarenek piasku (naturalnych), od drobinek szkła (sztucznych). Bywa, że to mnie frustruje, bo wygląda to na syzyfową robotę. Mam wiele wątpliwości, bo czy to jest moja prawda, moja potrzeba, czy to jest to, co tak bezrefleksyjnie dałam sobie wtłoczyć.

Po przeciwnej stronie nosemy jest wątpliwość. Zdrowa świadomość to dla mnie ta, która wątpi, poszukuje, podąża za ciekawością. Jest o wychodzeniu ze swojej strefy komfortu i o tym, co za Alfredem Adlerem  Ichro Kishimi  nazwał „odwagą bycia nielubianym.”

Jak bardzo jesteś opowieścią o ławicy i nikim?

Kiedy myślę o powszechnej świadomości, to mam przed oczami ławicę ryb, której srebrzą się łuski w niebieskiej toni. Kierunek ławicy kształtują bodźce zewnętrzne i podobnie widzę działanie nosemy. Ogrom informacji z zewnątrz, natężenie bodźców sprawiają, że jest działanie – jesteśmy w niekończących się reakcjach – odpowiedziach na coś.

Nosema też jest o tym, że razem choruje się lepiej. W ogóle razem niesie ze sobą zaspokojenie potrzeb – od tej bezpieczeństwa po tą wspólnoty. Tylko że nie chodzi w tym obrazie o ławicę, ale o ciebie. Ile w tym jest twojej świadomości ? Ile twojego wyboru?

Jak interesują cię te pytania i masz gotowość poszukiwania, to zapraszam poza strefę komfortu. Gdzie to jest? To jest np. tutaj 

Razem to jest nikt. Razem jest o nas, ale nie o tobie.

Do czego ta ludzka maszyna jest?

Człowiek chory na  nosemę kojarzy mi się  z maszyną i bezmyślnością. Rezygnuje z głębokich refleksji, dociekliwości, poddawania pod wątpliwość.

Alan Turning, uważany za ojca sztucznej inteligencji, w jednym ze swoich artykułów pytał:

Czy maszyny mogą myśleć?

Wymienił klika argumentów „na nie”. W tym taki :

maszyna może zrobić wszystko, nawet napisać sonet, jednak nigdy nie będzie to z powodu przeżywanych emocji, a jedynie wskutek mechanicznego manipulowania symbolami.

Dzielę się jego słowami, bo nosema jest dla mnie również o tym, że dajemy się manipulować (świadomie czy nie?), a ludzie we współczesnym świecie coraz bardziej przypominają mi gigantyczny park maszyn, a coraz mniej agorę – miejsce, na skrzyżowaniu ulic, które żyje rozmową.

Dlaczego być jest ważniejsze od działać?

Może spodziewasz się, że napiszę co dalej z tym robić. Jedyna odpowiedź, jaka mi przychodzi do głowy, to po prostu być.

Nosema staje się chroniczną chorobą, bo żyjemy szybko, bez głębokiej refleksji, mając z góry przyjęte cele, posiadając konkretne przekonania i wgrane scenariusze na życie. Nosema to bodźce, akcje, działania, pośpiech.

Moje subiektywne zdanie na ten temat jest takie – nie pokonasz systemu, ale możesz spróbować się z niego wylogować. Możesz zachować się przeciwnie – praktykować głęboką refleksję, stawiać czoła swoim przekonaniom, stworzyć swój scenariusz. Nosema napędza się działaniem – nieustannie jesteś w ruchu, aby nie wypaść z ławicy. Zdrowie własne  to kontakt ze sobą, który  wymaga bezruchu, robienia nic, bycia w refleksji z samym sobą i odkrywanie swojego tempa.

Niektórzy psychologowie, jak Z.V.Segal, idą o krok dalej mówią o trybie bycia. Co to jest ten tryb bycia? To sposób patrzenia na świat. Powstaje z czystej świadomości – kiedy odczuwasz, a nie myślisz. Widzisz swoje myśli z dystansu. Jesteś obecny odczuwaniem. Neurobiolodzy nazywają to zjawisko świadomością metafizyczną.

Powszechna świadomość jest o tym, że wartość i sens zawierają się w działaniu. Moja świadomość mi mówi, że wartość i sens są zupełnie gdzie indziej.

A co tobie mówi twoja świadomość?

 

Fot. Ławica Octavio Aburto.

 

 

Wszelkie prawa zastrzeżone dla justynaniebieszczanska.com © 2017 - 2021