Praktyczny przepis na szczęście

Wierzę, że szczęśliwym się nie jest, ale się bywa. Wierzę, że szczęście potrzebuje kontrastu – przestrzeni ciemnej, wątpliwej, chłodnej, w której może zabłysnąć jak światło w mroku. Wierzę, że nie ilość szczęścia jest najważniejsza, ale jego intensywność. Jak nauczyć się robić szczęście? Zacząć od projektu jednego dnia szczęścia.

Chcesz dużo szczęścia? Pazerność cię zgubi!

Jednym  z największych błędów jaki czynimy na drodze ku szczęściu jest ślepe pragnienie, aby było go coraz więcej. Oczekujemy zmian fundamentalnych, stałych i na zawsze. Chcemy od dzisiaj być szczęśliwymi.  Mówi nam się, że szczęście to decyzja, że jest w głowach, że nikt nam nie może go odebrać. Rozmów o szczęściu są miliony, ale zostawmy je na boku i przejdźmy do dzieła – do projektowania szczęścia w (twojej) rzeczywistości.

Zrobić sobie szczęście, czyli co?

Pisząc o tym, jak sobie zrobić szczęście, mam na myśli szczęście opisane przez przez  Sonja Lyubomirsky, która mówi  dwóch jego elementach – odczuwaniu pozytywnych emocji, radości, zadowolenia i  poczuciu, że życie ma sens.

Od razu uprzedzam, w tym wpisie nie powiem jak doświadczyć pełni szczęścia. Jeżeli czujesz, że życie ma sens to jesteś na prostej do bywania szczęśliwym relatywnie często. Jeżeli nie wiesz, jaki jest sens twojego życia- to w tym wpisie nie znajdziesz wskazówek. I co teraz?

Po pierwsze nie musisz być świadomy sensu swojego życia, aby przeżyć szczęśliwy dzień, a to jest cel tego wpisu – powiedzieć ci jak to się robi.

Po drugie, trochę przekornie, posłużę się naukami Alfreda Adlera, który kiedyś powiedział, że życie nie ma sensu, ale każdy z nas może mu ten sens nadać. Zatem sprawa nie jest beznadziejna, a i nie jest konieczne wiedzieć teraz jaki życie ma sens, aby doświadczyć szczęścia.

 

Od czego zacząć projektowanie szczęśliwego dnia?
Od przygotowania!

Koniec z marzeniami! Podejdź do szczęścia jak do celu. Jasno określ, czego potrzebujesz. Jakie warunki mają być spełnione, abyś mógł powiedzieć:  „jestem szczęśliwy”? Czas przestać cackać się z szczęściem jak z jakimś bożkiem, ale jeść go łyżkami jak najlepszy deser na świecie lub smakować jak tatar popijany wódką ( wybór dania należy do ciebie!)

Szczęście nie spada z nieba i nie jest poza naszym wpływem. To nie jest coś, co zdarza się bądź nie. Szczęście to nie ciągła, ale punkt na linii ciągłej. Wierzę, że potrafisz  narysować punkt na osi życia – stworzyć punkt szczęścia od zera.

Najpierw naucz się robić szczęście na małą skalę

Zatem podejdźmy do szczęścia jak do projektu jednego dnia – dnia pełnego szczęścia; dnia, w którym poczujesz szczęście; dnia w którym będziesz szczęśliwy. Zaplanuj sobie od pierwszego momentu ten dzień. Budzisz się, otwierasz oczy i co widzisz? Kto jest obok? Co jest za oknem?  Co chcesz zrobić najpierw? Jaki czujesz zapach?

 

Projektując swoje szczęście w Peschiera del Garda wiedziałam, że chcę wstać i od razu pójść nad jezioro. Wykąpać się rano, kiedy wokół panuje cisza, a błękit przybiera nieznane mi odcienie.
Peschiera del Garda i spacer, który jest dla mnie elementem szczęścia.

Tego chciałam, tak zaplanowałam, tego doświadczyłam. To, co dla mnie jest szczęściem poranka niekoniecznie jest nim dla drugiej osoby. Ktoś będzie chciałby zostać w łóżku do południa i czytać książkę, inna osoba zapragnie śniadania na świeżym powietrzu. Pytanie powraca – jaki ma być ten poranek, abyś poczuł całym sobą  szczęście?

 

Zaprojektowanie dnia szczęścia wymaga dobrego przygotowania – trzeba dowiedzieć się, czego ty potrzebujesz, co jest ważne, co jest niezbędne do tego, abyś odczuł szczęście. Zatem bez rozmowy ze sobą i dowiedzenie się pewnych rzeczy o sobie nie obejdzie się (doświadzczenie intrakomunikacja – niezbędne!).

Możemy się bez intrakomunikacji (rozmowy ze sobą) obejść, ale bez rozpoznanie siebie i swoich potrzeb wystawiamy projekt na duże ryzyko – trafimy lub nie. Minimalizujmy to ryzyko! Warto jak najwięcej kluczowych rzeczy zidentyfikować, nazwać, zaprojektować, odnaleźć w rzeczywistości lub ową rzeczywistość stworzyć.

Kiedy dzień szczęścia staje się rzeczywistością?
Kiedy weźmiesz się do pracy!

Teraz kiedy już namalowany jest ten dzień. Znasz jego smak. Wiesz, jak jest pogoda. Czas doprecyzować, gdzie to jest. Przenieść projekt w rzeczywistość. Okazuje się, że to, co zaprojektowane staje się rzeczywistością, jeżeli zaczniesz działać.

Jadąc ostatnio do Włoch na weekend wykorzystałam sposobność, aby po tygodniu w pracy na europejskim spotkaniu managerów w Bawarii doświadczyć mojego szczęścia nad jeziorem Garda. (tylko 500 km mnie od niego dzieliło). Cóż za szansa?! Miejscem , które  niemal niesie gwarancję szczęścia jest Peschiera del Garda i mały hoteli na samym końcu miejscowości. Aby dojść do centrum trzeba pokonać kilka kilometrów wzdłuż jeziora, co bardzo mi odpowiada.

Pogoda, widok, włoska kuchnia – u mnie działają jak inkubatory szczęścia. Skoro wiem, czego potrzebuję do szczęścia to potem pozostaje tylko praca do wykonania – rezerwacja czasu, miejsca, organizacja wyjazdu i najważniejsze punkty dnia. Dla mnie szczęście zaczynało się od porannej kąpieli w jeziorze Grada.

Ile kosztuje dzień szczęścia?

Zatem zaplanować ten dzień, w którym szczęście rozgości się w ciele, umyśle, sercu  to początek, a rzeczywistość zapyta, ile to kosztuje. Czasami niewiele, a czasami bardzo dużo.

Natomiast tu nie radzę iść na kompromis – jeżeli wiesz czego chcesz, a to kosztuje wybieraj cierpliwość, a nie realizację byle szybko i po łebkach.

Świadomie zapłaciłam za pokój z widokiem na Gardę, bo to była ważna cecha mojego szczęścia tam.

Nie raz spotykam się ze stwierdzeniem, że kogoś nie stać na to i nie mi oceniać czy tak jest czy nie. Jednak obserwuję ludzi i wiem, że wydają sporo na konsumpcyjne drobiazgi i nie potrafią oszczędzać. Cierpliwość i oszczędność  przynoszą rezultaty. Pamiętam jak kiedyś organizowałam wyjazd tygodniowy do Walii i dostałam kilka e-maili, że „super, ale to za drogo”.

Szczęście. Chwila. Walia.

 

Problem nie polega na cenie, ale na tym, że nie potrafimy oszczędzać, że chcemy mieć wszystko ot tak bez wysiłku albo po prostu nie wiemy, czego chcemy.

Najbardziej zastanawiające jest dla mnie jak ludzie mówią o tym, czego pragną, a potem nic, totalnie nic nie robią, aby doświadczyć tego szczęścia. Wolimy sobie pomarzyć i pozostać nieszczęśliwymi niż marzenie zamienić w cel i pracę nad osiągnięciem szczęścia.

Marzenia są fascynujące pod warunkiem, że zaczynamy je spełniać.

Dlaczego jeden dzień szczęścia, a nie więcej?

Dlatego, że każdy jest w stanie zaprojektować jeden dzień szczęścia i przeżyć go. Dla jednych to będzie mniejszy, a dla innych większy wysiłek, ale to jest to zrobienia.

Poza tym, jak nie wiadomo jak coś osiągnąć to warto wykonać mały krok. Metoda kaizen również w przypadku projektu “mój szczęśliwy dzień” sprawdzi się. W końcu chodzi (tylko) o jeden dzień, więc dasz radę! Czasami zbyt wiele od siebie wymagamy, a wystarczy niewiele, aby osiągnąć szczęście.

Kiedy zrealizujesz ten jeden dzień swego szczęścia to doświadczysz czegoś niezwykłego – sprawczości, swojej mocy panowania nad życiem. Nie trzeba od razu zmieniać całego swojego życia, aby być szczęśliwym, bo  wystarczy jeden dzień.

„Potem” ? To jest wróg twojego szczęścia!

Teraz usiądź i zaplanuj ten dzień, a jeżeli już jest zapisany w kalendarzy dopracuj szczegóły. Szczęście można mieć pod kontrolą. Nie zawsze. Nie ciągle. Jednak na kilka czy kilkanaście chwil, na określone godziny, na dzień – tak!

Przygotuj się do tego i wiedz, że wydarzy się szczęście, bo w końcu kiwniesz palcem.

 

 

 

Wszelkie prawa zastrzeżone dla justynaniebieszczanska.com © 2017 - 2018