Ucieczka z ludzkiego zoo

Dziewczynki jedna za drugą idą i śpiewają: My jesteśmy małe mrówki bigbitówki. Unoszą się nad ziemią, jakby tornistry nie były wypełnione książkami, a radością. Kiedy ostatnio tak się czułeś wśród ludzi?

Moje wspomnienie wspólnoty wybrzmiewa piosenką. Jest o sile, beztrosce, spełnieniu. Jest opowieścią o podstawówce i dziewczyńskiej bandzie. Mija kilka lat i w tej samem szkole, klasie, z tymi samymi dziewczynami doświadczam ostracyzmu – nikt się do mnie nie odzywa. Trwa to długo. Powodu nie znałam. Nie skończyłam 12 lat, a już miałam zapisane doświadczenie wykluczenia. Przypuszczam, że to doświadczenie miało wpływ na to, że nigdy nie zapisałam się do żadnej organizacji i  powtarzam, że ludzkość mnie rozczarowała.

A jakie ty masz pierwsze wspomnienia o byciu częścią wspólnoty?

Myślę, że stroniłabym od ludzi, jak diabeł od święconej wody, gdybym nie została nauczycielem kreatywnego pisania. Pisanie z innymi przypomniało mi o tamtej radości i rozpaliło tęsknotę za odczuwaniem razem. Tego razem, które bierze się ze wspólnej pasji.

Sala o wysokim suficie, które mają tylko stare kamienice. Krzesła w kręgu, a za dużym balkonowym oknem oddycha miasto Toruń. Prowadzę kolejny kurs pisania z trzewi. W programie jest czas poświęcony potrzebom i pisaniu. Pytań jest wiele, w tym takie – Jakie potrzeby realizujemy pisząc i zaspakajanie jakich przybliża do napisania? Przynależność do wspólnoty? Zawsze je widziałam na liście, ale wtedy zatrzymały mnie na dłużej. Usłyszałam od kilku osób: potrzebuję wspólnoty, aby pisać.

Pamiętam, jak wyszłam z tych warsztatów, a słowo wspólnota było we mnie tak głośne. Odbijało się o myśli, świadomość, uczucia, jak kulka w automacie do gry flipper.

Miałam plany. Próbowałam. Poniosłam porażkę. Spotkałam się z ludzką podłością. Poznałam, czym jest ludzkie zoo.

Czym jest ludzkie zoo?

Miałam przyjaciela, który zostawił mi po sobie listy, zegarek i książkę The Human Zoo. Jej autor opowiada o tym, że w normalnych warunkach dzikie zwierzęta nie cierpią z obżarstwa, nie popełniają morderstw , nie okaleczają się, nie krzywdzą swoich dzieci. Natomiast wśród ludzi takie rzeczy się dzieją. Czy to odróżnia nas od innych zwierząt?  Zwierzęta mają podobne zachowania, ale w określonych warunkach – kiedy są w niewoli. W zoo występują wszystkie anormalne zachowania zwierząt, które znamy ze swojego cywilizowanego życia. Desmond Moris, autor książki, przedstawia wniosek:

Jasnym jest, że miasto nie jest betonową dżunglą, ale ludzkim zoo.  

Niewdzięczność, wykorzystywanie, nienawiść – znasz to ze swojego życia? Dzieje się to tutaj, w miejscu, które Moris nazwał ludzkim zoo. Gadzi mózg każdego z nas nie raz krzyczał: uciekaj.

Pomimo trudnych doświadczeń zawsze żył we mnie szept, że gdzieś są ci inni ludzie. Tymi ludźmi w mojej wyobraźni zawsze byli piszący.

Mam w sobie ciekawość dziecka, które ciągnie matkę do zagrody z żyrafami.

Piszący jak żyrafy wzbudzali ciekawość, potrzebę poznawania i podziwiania, odkrywania tajemnic. Bo co widzą te oczy? Oczy osób piszących widzą inaczej. Chciałam o tym rozmawiać i śnić swój sen o wspólnocie pisarzy. Nie tych wyćwiczonych w rzemiośle, ale tych podążających za tym, w co wierzą.

Marzyło mi się być wśród ludzi, którzy posługują się tym samym językiem wzajemnej troski i których łączy zainteresowanie pisaniem, ludzi dobrych, pięknych i bezpiecznych dla mnie i siebie nawzajem. Czy to w ogóle możliwe?

Dzisiaj wspólnota jest bardziej o organizacji i wspólnym działaniu,  a nie o wspólnym przeżywaniu i dzieleniu się. Moje doświadczenie jest takie: pomimo takich fenomenalnych narzędzi do organizacji, jak Facebook, poczucie wspólnoty najczęściej pozostaje mglistym wspomnieniem z dawnych lat.  Myślę, że jednym z błędów, które i sama popełniałam, jest przecenianie możliwości, jakie dają media społecznościowe , bo one nie są o prawdziwych relacjach. Kiedy pojawia się organizacja we wspólnocie? Jest naturalną koleją rzeczy tej wspólnoty, która już ma swoją historię i wspólne pole odczuwania, wrażliwości, wartości. Dzisiaj dzieje się to inaczej – jest cel, który definiuje uczucie, jest organizacja, do której zapisują się (dopasowują się) jej członkowie.

writing retreat w sadzie
W sadzie. Fot. Monika Buńkowska.

Tęsknimy za ludźmi,  którzy nas naprawdę wysłuchają.

Więc i ja tęskniłam za moją wymarzoną wspólnotą. Czasami działy się rzeczy, które dawały mi namiastkę takiego uczucia. Pamiętam, jak po kursie pisania haiku rozmawiałyśmy online o naszych wierszach. Pamiętam, jak z widokiem na bajeczne jezioro Garda pisałyśmy opowiadania. Pamiętam dzień w sadzie i magię kontaktu z naturą, pisania i wdzięczności.

Jednak nie da się wymazać świata, w którym żyjemy, tego ludzkiego zoo, w którym mierzymy się z kłamstwami, przemocą, bezwzględnością.   U mnie przypominało to przeciąganie liny –  z drugiej rozsądek podsuwał dowody ludzkiej podłości  i radził trzymać się jak najdalej od tych zwierząt, a z drugiej strony serce ciągnęło ku marzeniu o pięknych ludziach.

Czasami jednak zdarza się coś, co nie daje ci zrezygnować ze swoich tęsknot. Czasami tym zdarzeniem jest jedno zdanie.

Dla mnie geniuszem psychologii nie był ani Jung czy Freud, ale Adler. Alfred Adler. I to on powiedział zdanie, które doprowadziło mnie do 5 stycznia, 2022 roku, w którym zainaugurowałam VIP writing CLUB – wspólnotę, plemię pisarskie, które urzeczywistnia moje tęsknoty za żyrafami. Czuję się tak, jakbyśmy przecięły siatkę ogrodzenia. Ucieczka jest o powodzeniu!

Oto to zdanie:

Prawdziwe poczucie własnej wartości daje świadomość bycia przydatnym dla wspólnoty.

Dla mnie to zdanie jest również o sensie życia, które wyraża się moją użytecznością dla innych. Przez ostatnie lata pisanie innych było dla mnie ważniejsze niż własne, dlatego, że wiedziałam, że moja obecność i działania mają znaczenie. Podrywają do lotu. Niewyobrażalne poczucie radości i spełnienia dzieje się we mnie, kiedy patrzę na ten lot. I nie mam tu na myśli publikacji, ale towarzyszenie w wymiarze bardzo osobistym. Publikacja nie jest ani synonimem sukcesu ani dobrego życia.

Adler w swoich naukach pokazał, jak łączyć trzy wymiary: pasję (w moim przypadku pisarską), poczucie sensu życia (praca dla wspólnoty)  i codziennej praktyki.

Wspólnota czy plemię? Definiuj szczerze!

Jeżeli jest w tobie tęsknota za pięknymi ludźmi, to będziesz próbował ją zaspokoić. Dla niektórych odpowiedzią jest przynależność do kościoła, a inni szukają ludzi do dialogu serca , który zawsze koniec końców jest o wartościach.

Ostatnie rozmowy uświadomiły mi, że w obecnych czasach reflektory świata kierujemy na siebie pomijając wszystko wokół. Nie wpadamy na to, że wspólnota nigdy się nie wydarzy, kiedy reflektor będzie skupiony tylko na nas. Nie tylko nie potrafimy zidentyfikować tej  potrzeby, ale mamy zupełnie odmienne osobiste definicje związane ze słowami wspólnota, plemię, grupa. Mało też, lub w ogóle, nie mamy doświadczeń wspólnoty poza kościołem i rodziną.

Doprowadziliśmy do tego, że doświadczenie wspólnoty zanika.

Praktykuję zawieranie wspólnoty na czas określony i dzieje się to na warsztatach kreatywnego pisania. Tu każdy może dotknąć współbycia poprzez wspólne pisanie. Uczestniczę też w takich wydarzeniach, jak spotkanie kobiet przy cydrze zorganizowane przez Iwonę Rybacką. Ten rok jest w ogóle dla mnie praktykowaniem wspólnoty i jej magii, o czym jest też grupa Inspiracji baletowych, do której z taką radością należę. Kiedy idę na zajęcia to wydaje mi się, że zamiast baletek, termosu, stroju, mam siatę wypełnioną radością. Moje serce śpiewa.

W tym nie ma jakiegoś celu oprócz doświadczania, dzielenia się, dialogu, zachwytu. W tym jest pełnia modułu czuć i być.

A plemię? Ludzkie plemię na ten czas?

Lubię słowo tribe (plemię). Bo plemię jest o świadomości pokrewieństwa, wspólnym języku, który nazywam językiem wzajemnej troski, o zjednoczeniu we wspólnym kulcie ( którym jest pisanie). Z pewnością plemię jest też o wspólnocie, bo sednem razem jest to, co wspólne, co łączy, co zespala. I różni się ono bardzo od tego razem związanego ze względu na zagrożenie lub wspólny cel.

Moja definicja przynależności ewaluowała od skojarzeń z niebezpieczeństwem po doświadczenia elektryzujących możliwości. Jest tylko jedna definicja wspólnoty. Rozgrywa się w osobistej pamięci i potrzebach, więc tylko ty masz do niej dostęp.

Jeżeli chcesz należeć lub tworzyć  plemię, które zaspokoi twoją potrzebę wspólnoty, dialogu, wysłuchania, tworzenia i uskrzydlania siebie i innych, to pamiętaj, że wspólnota nigdy nie jest o grupie nieznajomych.

Przeczytałam ostatnio kilka wpisów osób, które mają konta z dużą liczbą obserwujących o tym, że spotykają się z hejtem. Sukces jednostki mierzony ilością obserwujących jest jednym z większych oszustw tego świata, bo nic nie ma wspólnego z dobrym życiem. Im  więcej followersów, tym więcej hejtu. Grupy w mediach społecznościowych nie są o wspólnocie, bo nie istnieje coś takiego jak wirtualna wspólnota.

W plemieniu nie ma hejtu. Nie dlatego, że jest zakaz, ale po prostu go nie ma. Tak jak w naturalnym środowisku zwierzęta nie okaleczają się.

Tylko małe wspólnoty, które dzieją się w rzeczywistości są w stanie nie tylko zmieniać życie jednostki na lepsze, ale są nadzieją świata. Problem z dostępnością i zasięgiem, które tak hojnie oferują nam dzisiejsze możliwości jest taki, że nie ma w tym prawdziwych relacji, nie ma więzi, to nie dzieje się naprawdę!

VIP writing CLUB. 5 stycznia., 2022 r. Fot. Monika Buńkowska

Co się stało z pięknymi ludźmi?

Staliśmy się tłumem. Zafascynowani liczbą, ilością, możliwościami zgubiliśmy to, na czym polega bycie człowiekiem. Bycie nim wiąże się z głębokimi relacjami, serdecznością, uprzejmością i poczuciem wspólnoty oraz pracą na jej rzecz.

Z tego podłego ludzkiego  zoo można wydostać się tylko w jeden sposób:

być w plemieniu, gdzie relacje są z krwi i kości, gdzie komunikacja jest autentyczna, gdzie więź jest konsekwencją poznawania się, rozmowy, słuchania.

Bo skąd ta podłość i dehumanizacja na świecie?

Ludzkie relacje, zgubiły się w tłumie, stają się coraz bardziej impersonalne (nieludzkie), więc pozbawione człowieczeństwa zachowania wobec innych przybierają przerażające rozmiary i jest ich coraz więcej.

Kiedy postanowiłam w tym tygodniu zakończyć ten artykuł, w tym samym niemal czasie przyszła cotygodniowa wiadomość z Balance ( aplikacja o spersonalizowanej medytacji), która zaczyna się tak:

Wspólnota czy plemię jest o przynależności, która jest sprawą krytyczną w odczuwaniu dobrostanu. Jest o tym, jak bardzo czujesz się akceptowany i wartościowy, jako  osoba, którą (już) jesteś.

Najważniejsza lekcja, kiedy ludzie rozczarowują

Gdziekolwiek jesteś w życiu, pamiętaj, że odczucie pustki lub niepowodzenia w relacjach z innymi ludźmi mogą być nie o tym, że coś z tobą jest nie tak lub, że robisz coś źle. Wyjaśnienie może być inne: nie masz wokół siebie tych ludzi, ludzi z którymi ci po drodze.

Jeżeli odczuwasz niespełnioną tęsknotę bycia w plemieniu, jak ja kiedyś, to posłuchaj jej i szukaj ludzi. Od czego zacząć?

Zwróć się do osób, które znasz i są naprawdę obecne w twoim życiu, są osobami z krwi i kości, jak ty. Zwróć się do nich twarzą, sercem i rozważ ciąg dalszy.

* Wpis dedykuję ptakom ze swojego plemienia VIP writing CLUB i wszystkim, którzy przywracają mi wiarę w piękno człowieka.

 

 

 

 

Wszelkie prawa zastrzeżone dla justynaniebieszczanska.com © 2017 - 2022