Nie mogę uwierzyć, że nie ma

innego świata gdzie razem posiedzimy

i poczytamy nowe wiersze

na szczycie góry i wietrze.

Tak pisał Frank O’Hara do swego przyjaciela. Mój ma na imię George.Odszedł kilka dni temu. Nie wierzę. Bo prawdziwi przyjaciele nigdy nie odchodzą. (Piszę “prawdziwi”, bo wiem, czym się różnią od fałszywych z własnego doświadczenia.)

Na kruchym pomoście jestem.
Chyba w pół drogi do prawdy.
Ani smutna. Ani wesoła.

Kto kiedykolwiek to czuł? Dzisiaj zapytano mnie o wiersz. Mój ulubiony i napisany przeze mnie. Wśród opublikowanych ten kończący się właśnie tak… lubię.

Uprawianie miłości z tobą
Jest jak picie morskiej wody.
Im więcej piję
Tym bardziej jestem spragniony,
(…)

Wiersze miłosne dla Marichiko sprawiły, że mogę napisać: Kocham pana, panie Rexroth. Za wiele wersów. Jednak chyba przede wszystkim za prostotę w opisywaniu uczuć o głębi oceanu.

“Zamieszkuje mnie krzyk
Nocą wzlatuje,
By wczepić swe haczyki w przedmiot miłości.”

Za każdym razem kiedy czytam wiersze Sylvii Plath towarzyszą mi sprzeczne odczucia – słabość i siła. Mam przekonanie, że aby żyć potrzebna jest równowaga. W tym pomiędzy słabością i siła.